wadowice 24.pl

Rozmiar tekstu
  • Powiększ czcionkę
  • Przywróć standardową
  • Pomniejsz czcionkę
Start Wasze artykuły Oszustwo w Wadowicach (całkiem nowe!)

Oszustwo w Wadowicach (całkiem nowe!)

Email Drukuj
Pomęcz się czytelniku by zobaczyć, jak w nowy sposób naciąga się ludzi w Wadowicach.
Enjoy! (or not - who cares?)


Czterech owłosionych - zarośniętych niemalże od skrwawionych wędrówką stóp aż do wirujących od nadmiaru boskiego napoju głów - mężczyzn spoczywało sobie przy cudnie tańczącym ogniu rozświetlającym ciemności pustej, jakże zimnej i chłodnej za dnia ciasnej groty. Rozmawiali żywo i dyskutowali gorąco o licznych trudach koczowniczego życia, a i również o wczorajszym święcie, kiedy to oddawali się dzikim tańcom, a później jeszcze dzikszym orgiom, mającym upamiętnić połączenie się Wielkiej Matki z krainą Wielkiego Ojca. Porównywali swoje długie - oblepione szkarłatną krwią wroga bogato rzeźbione w wyobrażenia bóstw - włócznie, i zasklepione już rany - jakże bielejące, odrażającym niemal, trupim chłodem - odniesione w czasie morderczych polowań, oraz (jak to prymitywne samce) własne mięśnie wyrobione w czasie niezliczonej ilości walk z niepoliczalną liczbą dzikich wrogów desperacko chcących skraść ich boski ogień, a przy tym pragnących porwać ich obfite niczym Ziemia w płodność kobiety, otulone już - na całe szczęście - owej nocy mrokiem niebios, śpiące już zupełnie bezpiecznie gdzieś niżej w ramionach bezkresnej doliny. Wiele barwnych i mrożących krew w żyłach historii padło z poczerwioniałych od podniecenia opowieściami owych czterech męskich ust, wiele kropel ambrozji zrosiło ich gorące od nadmiaru słów wargi, a i śmiech bezlitośnie rył w bruzdach pozostawionych przez lata na ich niemłodych już licach. Kiedy najstarszy z nich podniósł jeleni róg pełen napoju zesłanego im łaskawie przez zamieszkujące gwiazdy szczodre bóstwa, wówczas usłyszeli to niesłyszany jeszcze przez ich uszy przerażający grzmot napełniający grotę strasznym drżeniem trwogi, która natychmiast oblała ich policzki i wartko - jak nieokiełznana rzeka występująca z koryt -  wdarła się w ich śpiewnie dotychczas bijące serca. Przelękli się jak nigdy wcześniej, i tylko we własnych spojrzeniach szukać poczęli ratunku. Wtem skóra zawieszona u wejścia jaskini, mająca chronić ich przed wiatrem i niepowołanymi owadami, została brutalnie zerwana, a z głębokiego gardła, które zza niej się wyłoniło, wyzierała przerażająca pustka wszechświata zasłonięta częściowo przez szczupłą, wręcz mizerną!, postać odzianą w nienaturalnie, jak na tę ciepłą przecie porę roku, grubą niedźwiedzią skórę....
- Na bogów! - krzyknął Ha.
- O! - wydusił z siebie ledwo w tym samym czasie Lok.
Mal zasłonił z przestrachu rękoma usta, a najmłodszy Fa upuścił z drżących dłoni róg z drogocenną ambrozją...
- Jam jest Liku - chrapliwym głosem rzekła postać, po czym odkaszlnęła głęboko po trzykroć.
Czterech mężczyzn z nieco mniejszym już lękiem, a ze wzrastającą wciąż i wciąż ciekawością, patrzyło podejrzliwie na zbliżający się ku nim powoli cień o kobiecym głosie.
- Cóżeś chciała? - ryknął Ha, podnosząc z ledwością swe potężne cielsko.
- Zamilcz i posłuchaj - odpowiedziała kobieta, przedstawiająca się jako Liku.
Lok chwycił, na wszelki wypadek, za leżącą tuż za jego plecami włócznię, Ha zaś, widząc iż jest to tylko stara, niepłodna samica, spoczął na swym zadku, tak jak siedział jeszcze chwilę wcześniej. Mal trwał w bezruchu tak jak trwał, Fa zaś zaczął drżeć jak jesienny liść na wschodnim, przychodzącym zza Wielkich Gór, wietrze.
- Jestem chora - rzekła kobieta - Bardzo chora.
Mal poruszył się niespodzianie, gwałtownie wręcz, odurzony napojem bogów.
- Udowodnij starucho! - krzyknął dziwnie oburzony.
Ha popatrzył na niego ciężkim wzrokiem pełnym potępienia, czego Mal nie omieszkał zauważyć kątem swego na wpół przymkniętego, przekrwawionego oka. Mimo to patrzył z całym uporem w pokryte bielmem źrenice kobiety, które powoli przestawały wytrzymywać pod naporem jego wzroku; opadły niżej, na niedźwiedzią skórę, z której kobieta w końcu, po wielu staraniach, wygrzebała jakieś zwitki zeschłych liści.
- Oto dowód, od Belanosa - rzekła, rzucając liście na suchy piasek.
Zapanowała cisza, przerywana czasem przez z hukiem pękające gałęzie trawione przez ogień. Mal spojrzał to na przybyłą staruchę, to na swoich towarzyszy. W ich oczach uwidział strach, w jej zaś... szaleństwo i... fałsz wymieszany z obłędem pławiącym się w trwodze. Czy było to jego urojeniem, czy też prawdą, postanowił sam się przekonać. Mal, za prawdę, za nic miał wielkie imię Belanosa, tego czcigodnego starca mieszkającego za Wielkimi Górami, jako iż nikt jeszcze go nie widział, a i nikt nie mógł nigdy udowodnić jego istnienia. Mal podniósł leżące przed nim twarde, suche liście, na których wydziergane niezgrabnie zostały jakieś znaki. Nie znał ich, a znał, lub raczej rozpoznawał pisma okolicznych ludów, toteż owe znaki wydały mu się tak bardzo niedorzeczne, iż nie zawahał się, nieprzyjaźnie, zapytać:
- Co tu pisze?
Kobieta wyrwała mu marne szczątki bujnej ongiś roślinności z jego rąk, po czym powoli, jąkając się co po chwila, zaczynała nad wyraz niezdarnie odczytywać treść rzekomych napisów:
"Belanos nakazuje by kobiecie tej dać ogień, mięso wszelkiego rodzaju, i dwie skóry - ktokolwiek odmówi, spłonie w ogniu bogów"
Mal, chociaż siedział, przewrócił się na bok dławiąc śmiechem, po czym zaczął tarzać się i turlać po piasku okalającym ognisko. Jego towarzyszom nie było zaś tak wesoło.
- Zamilcz, Mal - nakazał poważnym tonem najstarszy z nich, Ha.
- Czemuż to? - wciąż rechotał Mal, podnosząc się powoli - Przecież ona udaje; to żadne znaki!
- Mal, proszę - wyszeptał drżącym głosem przerażony Fa.
Lok zaś, nie zważając na to co dzieje się wokół, podał kobiecie swoje mięso, wyjął z ogniska płonącą gałąź, zdjął skórę, którą sam był okryty, i podał jej także tę, na której to siedział.
- Odejdź! - rzekł, wręczając jej dary.
Kobieta, nawet nie dziękując, opuściła jaskinię. Mal mierzył spojrzeniem Ha, a Ha mierzył wzrokiem Mala.
- Głupcy! - ryknął Mal.
- Sam jesteś głupcem - równie głośno krzyknął Ha - Nie wiesz jakie siły na siebie ściągasz swym śmiechem!
Fa zaczął płakać, Lok zaś przestał zwracać uwagę na cokolwiek i w świetle odbijającego się od jego nagiego torsu ognia ponownie zaczął spożywać boski napój.
- Udowodnię wam! - krzyknął Mal, po czym opuścił zionącą ku niemu nienawiścią jamę.

Już przy wyjściu uderzył go w twarz chłodny podmuch ciemnej nocy. Wziąwszy dwa głębokie wdechy rozejrzał się na boki i ujrzał oddalający się ogień, który wciąż tlił się jasno na końcu gałęzi darowanej kobiecie przez Loka. Podążył za nią - dopiero po jakimś czasie dostrzegł iż kulała na lewą nogę -  i przez jakiś czas szedł jej śladami, cicho, ostrożnie; skradał się  jak wojownik, łowca, od dzieciństwa uczony bezszelestnego podążania za niczego nie spodziewającą się zwierzyną.
- Masz? - usłyszał w końcu szorstki głos należący do języka innego, bardziej prymitywnego plemienia.
Znał kilka obcych dla siebie słów, gdyż niegyś - gdy żył jeszcze jego waleczny ojciec połknięty ostatecznie, po ciężkim boju, przez Żółtego Władcę Traw, i gdy żyła mlekiem opływająca matka, pożarta przez Czerwonego Władcę Drzew - wiele ludów zamieszkujących krainę wspólnie zjednoczyło siły aby pozbyć się zagrożenia wspólnego dla wielu plemion jakim były Wschodnie Dziki i Pijane Świnie. Były to jednak zamierzchłe czasy, dawno już okryte przez nieprzenikalną kurtynę wiecznej niepamięci, i skryte na zawsze za czarnym całunem wieczystego zapomnienia.
- Mam - odparła cicho, z niemożliwym do ukrycia lękiem w głosie, stara kobieta.
Wówczas przez gęste niebiosa wyjrzało Oko Boga, rozświetlając cała tę scenę. Kobietę otaczało troje ogromnych postaci; jednej z nich dała ona skóry, mięso i ogień, po czym owa postać, niczym łania, szybko i niezauważalnie zaszyła się w gęstych listwinach spowitego czernią lasu. Kobieta pozostała już jedynie w towarzystwie dwóch samców.
- Dalej! - rozkazał jeden z nich, groteskowo pokraczny, zdeformowany przez bóstwa i jeszcze bez wątpienia pod wpływem ich napoju, gdyż chwiał się na boki jak młoda brzoza w czasie burzy.
Kobieta chciała coś powiedzieć, ale nagły cios w tył głowy drugiego z mężczyzn, również nie przypominającego kogokolwiek z plemienia Mala, natychmiastowo zwalił ją ze zmęczonych wędrówką starych nóg.
- Dalej! - Mal usłyszał ponowioną komendę skierowaną do ledwo podnoszącej się staruchy.
Wiedział już, że istoty te należały do plemienia najbardziej pogardzanego w całej krainie. Nie wiedzieli jak rozpalić ogień, jak łupać kamień, nie potrafili ściągać skór nawet z umarłych zwykłą śmiercią zwierząt.
Kobieta podniosła się - ni to wzdychając, ni szlochając - i bez słowa ruszyła przed siebie. Ona i dwóch mężczyzn szli powoli, poruszali się bardzo, bardzo wolno, Mal zaś wiedział iż było powodowane to tym, iż istoty z tego nędznego plemienia nie potrafiły poruszać się w nocy.  Zresztą... nie umiały polować, po prostu - nie potrafiły one nic... Tak naprawdę Mal od dawna ich nie spotkał, nie widział ich od zamierzchłych czasów, i bardzo, ale to naprawdę bardzo dziwił się, gdy tak szedł sobie tak za nimi najciszej jak potrafił, że owo plemię jeszcze nie wymarło. "Resztka" - pomyślał ze współczuciem, a zarazem ze złością, wyobrażając sobie w swym prymitywnym umyśle pozostałości mięsa na obgryzionej już kości wilka.
Szli tak nim Oko Boga niemal utopiło się w bezkresnym horyzoncie, aż dotarli do krainy od zawsze już chyba zamieszkałej przez plemię Pitów. Powoli Bóg Światła zaczął roztaczać swą pieczę nad wszystkim wokół, więc zarówno Mal, jak i kobieta oraz dwoje samców jej towarzyszących, zauważyli jamę okrytą niedźwiedzim płótnem, położoną całkiem blisko, na wystającej ze spalonych żarem traw, niewielkiej ścianie górskiej. Mal nie słyszał już, co staruszce gorączkowo - niemożliwie gestykulując - mówili jej towarzysze, ale widział całkiem wyraźnie jak wskazywali nienaturalnie zarośniętymi ni to włosiem ni frędzlami, dziwnie masywnymi łapami zakryty, jawiący się w niedalekiej oddali, otwór skalny. Mal przykucnął obserwując całą sytuację, mógł więc z łatwością dojrzeć jak kobieta - nim zatrzymała się przed wejściem by zaczerpnąć świeżego powietrza w swoje stęchłe i pokurczone przez starość płuca - z trudem biorąc zamach zrywa w końcu skórę, wtłacza się raczej niż wkracza do jaskini, po czym po chwili wychodzi, a raczej w pośpiechu ucieka z niej z palącą się kłodą w jednej ręce, w drugiej dzierżąc krwiste mięso, na plecach dźwigając zaś ewidentnie zbyt ciężkie jak na jej zwiodczałą fizjonomię brązowe, masywne niedźwiedzie skóry...
Ale weszła, a i wyszła - jak z  jego jamy!
Wiedział już sczęśliwiec, że miał rację! - toteż niemal podskoczył z radości! I gdy tylko kobieta i dwójka jej dużych, acz dziwnych towarzyszy oddaliło się od jaskini Pitów, Mal - wiedząc, iż jego język jest podobny do ich języka - wpadł do niej jak szaleniec i zaczął, jak tylko potrafił, tłumaczyć całą zawiłość sytuacji, która spotkała jego, jak i Pitów plemię...

I tak oto dochodzimy do sedna sprawy. Owa historia wydarzyła się dzisiejszej nocy (a może niezupełnie taka sama? - ale podobna przecież, jakby nie patrzeć).
Były już oszustwa na "wnuczka", "gazownika", ale nie było na "kobietę z receptami", co ciekawe - wpadającą do pubu po 22-ej, z poprawionymi długopisem datami owych recept (w jednej poprawiony dzień z 10-go na 11-ty, w drugiej poprawiony miesiąc, z siódmego z na ósmy! - skąd wiem? - bo jako jedyny sobie raczyłem przeczytać od A do Z). W sumie... sprytne... Szkoda mi tych tylko, którzy niby są inteligentni, a wychodzą na największych kretynów (z właścicielami pubów włącznie - bez obrazy!)... Zainteresowawszy całe wypite już towarzystwo zbiera się trzy, cztery razy więcej niż się potrzebuje (bo jakoś lachociągom trzeba zaimponować i wspomóc "biedaczkę"), a skacząc od pubu do pubu w Wadowicach, można chlać z konkubentem cały miesiąc. Ciekawe czy w Krakowie znają takie praktyki? ;) - tam można i na cały rok zapewne uzbierać... (o ile nie więcej!)
I owszem, opisałem sytuację w pubie, ale ciekawe kiedy za dnia na ulicy będą nas zaczepiać i pokazywać na wpół-legalne recepty... (bo pieczątki itd. , akurat w tym przypadku były normalne)
I podrabianie recept, wiem, jest karalne - ale powiedzmy, że ani nie miałem nic na karcie by powiadomić organy ścigania, ani nie miałem zasięgu, a i ledwom chodził ;) - a moi towarzysze moje słowa mieli w d... :P Ot, litość - chcieli połechtać swoją próżność, poczuć się jak szlachta rzucająca biedakom drobniaki... Żałosne! - czego zresztą nie omieszkałem powiedzieć...
A....

a...
[generalnie: - ch.jem nie jestem]
(nie zawsze prosto stoję :P)

---
PS: Mal z opowieści jest nieczułym mizantropem czy jedynym normalnym samcem w jaskini?
PS2: Piwo dla tego, co rozwikła symbolikę - do odebrania tu albo tam ;)
PS3: Zastrzegam sobie prawo do zmieniania tej opowieści w nieskończoność (a bo późno, i już za dużo boskiego napoju, i chęci brak by dopracować), ewentualnie do usunięcia. Oczywiście zakaz kopiowania (patrz - Prawo Autorskie).

Pozdrowienia,
T. 17.08.2010 , 02:45
Komentarze (7)add
Ma ktoś streszczenie? znaffza komentuje +2
jw

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
25 - 12 - 2010
Sprawdzona metoda tojo komentuje +0
Inna wersja przekrętu "na bilet do domu" lub "telefon do babci".
Żebractwo - to po k... i złodziejstwie 3 najstarszy zawód świata - więc czemu się dziwić?
Jest za to sprawdzony sposób na tego typu "akwizytorów", działa zawsze w 100%-ach.

- Doskonale panią (pana) rozumiem, na szczęście właściciel lokalu to mój dobry znajomy
chętnie da nawet więcej niż potrzeba, wystarczy tylko stanąć na zmywaku na 30 minut...

Zazwyczaj słyszymy wówczas niezłą wiązankę w jezyku łacinno-kuchennym, i widzimy plecy szybko oddalającej się postaci.
(frajerów dość)

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
02 - 09 - 2010
ds sraka komentuje +3
nie chce mi sie czytac

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
23 - 08 - 2010
Właśnie, Thor komentuje +1
o tym piszę Johny, gdyż nie siedziałem w Avanti ;)
@Henia - ciekawy tok myślenia, ale Mal niektóre z tych rzeczy miał ;)
@Ktośka - ;)

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
17 - 08 - 2010
... Johny komentuje +1
A w ktorym to pubie miala miejsce ta historia?Czyzby bylo to w Avanti?Wczoraj byla taka sama akcja i szczerze mowiac dalem sie nabrac-przegladnalem recepty babka mowila i wygladala w miare wiarygodnie i dalismy sie wyrolowac.Na szczescie tylko na 5 zl dodam ze pierwszy i ostatni raz..

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
17 - 08 - 2010
odp Henia komentuje +1
jeśli Mal pił razem z kolegami w jaskini to na pewno nie jest mizantropem, wychodzi więc na to , że po prostu jest normalnym samcem , troszkę bardziej inteligentnym od pozostałych, albo po prostu nie miał skóry, mięsa lub patyka z ognia/papierosa, kasy/pieniędzy na karcie w telefonie ;)

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
17 - 08 - 2010
Pierwsza! Ktośka komentuje +0
Swoją wersję podam dzisiaj popołudniu, gdy się spotkamy, jeśli będzie poprawna opublikuję tutaj . :)

Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
17 - 08 - 2010
Artykuł archiwalny. Komentarze zostały zablokowane

busy
 

}} Ostatnie

Bowling Club

}} Komentarze

On nastrzela dla nas bramek na wiosnę
"Wadowice są miastem które zasługuje aby w tym mieście jedna dyscyplina sportowa byla na wysokim poziomie aby było się czym pochwalić choćby że w mieście papieskim, sport jest też na wysoki...
KTÓREGO PRZEWOŹNIKA JEST TEN ROZKŁAD ? ZNALAZŁEM GO!!!
Wg mnie to będzie INTER-PALM albo MK-TRANS,no albo COMFORT : 1.Tyle,że INTER nie jeździ na Ogrodową,tylko do RDA i nie zatrzymuje się w Wadowicach (na Pl.Kościuszki) 2.A MK TRANS jeździ tylko d...
A jednak będzie zielono na rynku
mam jedno pytanie ile za taki bubel zapłaciła kol. koleżance trafik za taki bubel
350 nauczycieli dostało czternastki
Obecne nauczanie polega na informacji z czego będzie się odpytywanym. Uczenie pozostawia się dla nauki na korepetycjach, bo z tego jest kasiora. Tylko dlaczego te podwyżki za tak małą ilość go...
Nasi sędziowie mistrzami Małopolski
Tymczasem witamy w24.pl w II lidze futsalu w następnej edycji ;]
Szpital na grząskim gruncie
panowie..KIotarba i Jończyk....KOMPROMITACJA.
Żołnierz AK, Jan Ochman nie żyje
A później na rynku za III RP to MU było trochę zimno ale znosił to dzielnie