Przede wszystkim napisać muszę, że w wadowickim kinie nie byłem od kilku lat. Nie dlatego, że nie było mnie w okolicy, i nie dlatego, że nie odpowiadał mi repertuar. Chodzi mi głównie o to, że w wadowickim kinie w pewnym okresie nie dało się już "wysiedzieć". Nie, nie, oj nie dlatego, że tynk się sypał na łeb (a miało to swój urok), czy że ekran był stary (to też miało swój urok), i powodem nie były stare, skrzypiące krzesła (tak, też swego rodzaju czar!) ale o to, że z biegiem czasu coraz więcej ludzi zaczęło "walić" do kina (nawet na czasem trudne, Środawiskowe filmy), ludzi, którzy nijak zrozumieć nie mogli tego na co patrzą.
Z rozrzewnieniem i z łezką w oku wspominam okres sprzed jakichś pięciu lat, kiedy to do kina chodziłem sobie z lubą, i jeżeli były jeszcze dwie inne osoby, to był to nie lada sukces, z którego cieszyła się i obsługa kina (przesympatyczna pani w kasie, bardzo uprzejmy pan sprzedający popcorn [chociaż wtedy bywał raz za czas, z racji małej popularności kina], czy młody człowiek targający bilety, haha) oraz ja ze swoją drugą połową (wszak głównie my w jakimś stopniu pokrywaliśmy koszt wyświetlania filmu dla tak niewielkiej ilości osób, a i będac w kinie co środę i co weekend, przez jakieś dwa lata, z przerwami, potrafiliśmy w ciągu roku odwiedzić kino jakieś 60 razy). Po pewnym czasie, co jakiś czas wpuszczano nas już za darmo, jako stałych klientów, ale z biegiem czasu, miesięcy i lat ludzi w kinie zaczęło przybywać... Nie dlatego, że remontowano kino, bo dalej tynk się sypał i dalej stare krzesła skrzypiałay, ale dlatego, iż w kinie było zawsze ciepło, a i ceny były - i są de facto, dla istoty zarabiącej - niskie. Po -entym razie, kiedy to za plecami rozsiadała się grupka pięciu, sześciu głupkowatych osób, często po spożyciu alkoholu, potrafiących znudzić się filmem i po prostu po godzinie sobie gadać jak w knajpie, powiedziałem BASTA!
Wadowickie kino nie widziało mej facjaty ze dwa lata... Do tego miesiąca...
Cóż, przybyłem, zobaczyłem, i... zwątpiłem... Zbliżając się ku wejściu zauważyłem grupkę sześciu "wisiportków". Jako, iż jestem palaczem, przed przystąpieniem do bram WCK/kina, odpaliłem sobie papierosa. Nie chcąc i mając w nosie ich problemy, kiedym palił, mimowolnie uszy me słyszały dialog pełen "ch.j.w i ku.w", traktujący o telefonach komórkowych... Cóż, kino zawsze kojarzyło mi się z pewnego rodzaju kulturą, ale jak zauważyć można było, w Wadowicach kino to po piciu i trawie kolejna forma rozrywki dla orwellowskich proli... No "nic to" (jak śpiewał Kaczmarski), pomyślałem, i wlazłem do tego NOWOCZESNEGO kina. Spotkałem tą samą panią za kasą (jak zawsze sympatyczną!), pana który sprzedał mi troszkę popcornu i herbatkę (jak zawsze sympatyczny), patrzyłem popijając ją sobie zza stolika na przybywających ludzi, po czym wyrzuciłem do kosza pusty kubek (a niektórzy puste kubki i opakowania po popcornie za 3 zl zostawiali na stolikach, jakby byli w knajpie!), i udałem się w lewą stronę, ku przejściu, w którym za okazaniem biletu otrzymywało się okulary.
Oczywiście nie schwyciłem ich za szkiełka, i oczywiście na dziesięć minut przed seansem musiałem szukać odpowiedniego rzędu (nie te czasy, że siada się gdzie chce) z niemałą irytacją, gdyż nie zaświecono wszystkich świateł - później widziałem niejednego osobnika świecącego latarką z komórki próbującego odszukać odpowiedni rząd, mimo iż do rozpoczęcia seansu brakowało jeszcze dobrych kilku minut. Miałem tego pecha, że spocząłem obok towarzystwa noszącego szerokie spodnie - słuchałem głupkowatego (naprawdę głupkowatego!) śmiechu z byle czego, chociaż określenie "rżenie" wydawałoby się bardziej odpowiednie. Słuchałem ich rozmów zastanawiając się gdzież to się znajduję - w grotesce Gombrowicza, czy do cholery w kinie!? W końcu jedna starsza pani siedząca przed nami nie wytrzymała i poprosiła ich aby nie przeklinali.
- A czemu? - zapytał jeden z nich, ironicznie, i nawet nieco wyzywająco, na co mimowolnie zacisnęły mi się pięsci.
- Bo nie lubię jak ludzie w kinie przeklinają - odparła.
- A.... - myślał, próbował przynajmniej myśleć jeden z nich - To przepraszam...
Kobieta spoczęła na swym miejscu i, istotnie, przekleństw już słychać nie było. Jednak głupie rozmowy, i chichot z byle głupiego zdania jeszcze się roznosił w promieniu kilkunastu metrów...
Zaczął się film. Nałożyłem okulary... "Szyt, szajse" - pomyślałem. "Coś jest nie tak"... Okazało się, że ktoś chyba wykonywał palcówkę na moich szkiełkach. Pięć minut zajęło mi przecieranie swetrem okularów! Gdybym nie widział filmu wcześniej, tak - tak! - jak bogów kocham!, wyszedłbym z kina i poprosił o zwrot pieniędzy! Jak cenię sobie obsługę i ludzi tam pracujących, tak faktu, że dostaje się okulary z odciskami palców po OBU stronach, zrozumieć nie mogę! Znam ludzi, którzy za te 20 zł muszą zapieprzać trzy godziny, fizycznie, i mimo zimy w pocie czoła - wielu nie pójdzie do kina, bo dla wielu to duża suma, a jeśli dostaje się wypaćkane czyimś naskórkiem okulary, które (NAPRAWDĘ!) trudno doczyścić, taka osoba po raz drugi w kinie (NOWOCZESNYM) się nie pojawi! (swoje jako-tako przeczyściłem, aczkolwiek biała poświata tuż przy ramkach pozostała...).
Kolejną bolączką był rozmiar ekranu - rozumiem, że to chyba nie ten co miał być (jako, iż mają go dosłać), ale po cholerę robić prowizorkę! Nie ma dużego ekranu, nie wyświetlamy filmu! Każdy, kto był w kinie w CYWILIZOWANYM kraju, wie o czym mówię. Jeżeli (siedząc mniej więcej po środku) ekran zajmuje 60% moich okularów, mam prawo narzekać. Mało tego! Jeżeli 20% prawego dolnego rogu przesłania mi czyjaś głowa, mam prawo się wku..ić! Zauważmy jak funkcjonują trójwymiarowe kina w innych miastach - ekran jest gigantyczny, ale sam układ krzesełek jest zupełnie inny! Krzesełka przypominają studenckie aule (jak UJotowskie sale na np. ul. Gronostajowej), pną się one w górę może nie pod kątem 45 stopni, ale przynajmniej 30 - a w Wadowicach?; kto był ten wie...
Zanim ponarzekam na widzów, chcę trochę zaprzeczyć owej "nowoczesności", o której Marcin, de facto właściciel portalu na którym publikuję, tak strasznie pisał z nutą podniecenia (wybacz Marcinie! :) ). Nie wiem jak inni, mnie napisy strasznie źle się czytało (oko goni tu i tam, i napisy się rozmywały), ale na Zachodzie wynaleźli inny patent. Za kaucję 10 E dostawaje się słuchawki, które wpina się w podramiennik krzesłka, i można po prostu słyszeć lektora. Osobiście "olałem" napisy, jako że (nie chwalę się!) angielski znam, ale na przykład już mój brat był zmuszony je swego czasu czytać (a i mimo wszystko ja tłumaczenie języka mieszkańców Pandory musiałem czytać - wszak to nowomowa). Cóż, generalnie film w wadowickim kinie był ładny, ale cały ten szum o ekranie 3D, padające setki razy i odmieniane przez wszystkie przypadki słowo "nowoczesność", mogło ogromnie zaostrzyć apetyt... którego jednak kino nie zaspokoiło...
I przejdźmy do widzów... Oprócz tego, że może obok nas spocząć byle co, przeklinające i wrzeszczące w niebogłosy przed seansem, tak i w czasie seansu współwidzowie mogą doprowadzać do szału. Kiedym był młody i kiedym chodził z nauczycielami do kina, zawsze nas uczulano by nic przed filmem nie kupować, nic co mogłoby szeleścić i przeszkadzać innym. Jeśli łamało się te zasady, nauczyciel albo wyprowadzał ucznia i stał z nim na korytarzu do końca filmu, albo odbierał mu to, co szeleściło na czas trwania seansu. A będąc na "Avatarze", jako już mężczyzna dorosły, co chwila dochodziły mnie odgłosy wybieranych chipsów - szelest opakowania i szum łapy mieszającej w środku, i palców przebierających w tych zmutowanych ziemniakach. Na bogów, ludzie! - za 3 zł macie popcorn w papierowym (niemal tekturowym) opakowaniu! Z każdych czterech stron świata w Wadowicach dochodził mnie szelest opakowań po chipsach oraz (co wyczułem nochalem) orzeszków! No kur.a, trochę kultury! Mało tego! Niektórzy potrafią chipsy konsumować z otwartą paszczęką, i chrupią tak, i chrupią, doprowadzając człowieka do szału! (przecież gryzie i przeżuwa się mając usta zamknięte!). Nigdy nie byliście w kinie z nauczycielami? Nie mówili wam co wypada, a czego robić nie należy?! No pomyślcie, wy, co kupicie sobie Laysy za dwa złote (czy jakieś syfy z Lidla), bo tańsze o zeta niż popcorn, że inni słyszą każdy ruch waszej ręki i słyszą jak wasze siekawcze rozprawiają się z tym plebejowskim pożywieniem...
"Avatar" ma to do siebie, że wciągnie, ale znajdą się tacy, co muszą nagle odpisać na SMSa - i tak przede mną świecił się ekran czyjejś komórki. Ktoś myśli, że inni nie widzą, bo świecący w ciemni ekran znajduje się tuż przed ich oczami, ale takie światło widać zewsząd, z każdego miejsca wyżej! Ja osobiście połową dłoni zakryłem połowę prawego szkiełka, ale najchętniej ową niewiastę (bo to kobieta była), nawet tą połową dłoni trzasnąłbym lekko w połowę jej głowy... MYŚLCIE, do cholery, jak idziecie do kina! To nie pub i nie Wasz dom!
Dlaczego niektórym, wcale nie młodym, tak trudno zrozumieć, że w kinie się nie przeklina, nie rozmawia, nie szeleści, że wchodząc do kina trzeba wyłączyć komórkę? W kinie nie jest się cwaniakiem, wesołkiem, głupią laską z telefonem - w kinie trzeba się wyciszyć, przynajmniej ze względu na innych... Zresztą, i w teatrach krakowskich, do których za wstęp płaci się po 100 zł w środku sztuki potrafi komuś zadzwonić telefon...
Kino, teatr, to już nie miejsca dla ludzi naprawdę żyjących sztuką - w kinie, za 10, 15 zł siedzą debile z chipsami, albo i bez, ale komentujący fabułę jakby nie było wokół nich -ęsięciu, -set innych ludzi, a i w teatrze zdarzają się debile, tyle że nieco bardzie starsi i dużo bardziej zamożni... Mimo wszystko, w większych polskich miastach, o europejskich nie wspominając, mniej tego "syfu" niż w Wadowicach... I póki co, o ile "Avatar" w Wadowicach był - kolokwialnie mówiąc- fajny (ale w innych miejscach PIĘKNY), o tyle moja noga w wadowickim kinie nie postanie przez następne dwa lata... Ze względu na brudne okulary, przekleństwa z każdej strony, zżerane chipsy z szeleszczących opakowań, idiotów właczających komórki w czasie seansu, czy głowy, które zasłaniają część ekranu... A i jeszcze jeden fakt - dopiero po godzinie zrobiło się w kinie ciepło... Do jasnej ciasnej, nie ma w nim klimatyzacji?!
Cóż...
"Czegoż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".
"Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę"*
I młodym się spodoba i wadowickie kino, i nawyki w nim panujące (oraz tolerowane), ale tym starszym...
niezupełnie już...
*Oczywiście Krasicki
Komentarze
(20)
Stacja Berlin ZOO
Bohater Narodowy komentuje +4
Zawsze się zastanawiałem czemu ludzie tak lubią idealizować wspomnienia z młodzieńczych lat? - Przy tym, absolutnie nie potrafią docenić tego, co ich spotyka na codzień. Czemu czas, kiedy nierzadko było im ciężko, kiedy musieli się wybić, stanąć na nogi, zapracować na swoje potrzeby itd., tak dobrze wspominają? Przecież właściwie to nie mieli gdzie się podziać, tułali się po jakiś kinach (nie tylko Ty, hehe), ogródkach działkowych (:PP), klatkach schodowych, bramach... (i być może czuli się upokorzeni, tak jak w opowiadaniu Hłaski "Pierwszy krok w chmurach") i wcale nie pili żadnego tam château i greygoose'a (nie!), czy innych jeszcze wymyślnych drinków w wysokich pucharkach z parasolkami, tylko w parku, prosto z butelki ciągneli wino patykiem pisane podając jeden drugiemu wycierając szyjkę rękawem swetra (nie wiedzieć czemu, hehe), plastikowe kubeczki to był zbyteczny luksus! A konserwy? Jakież dania można było sporządzić ze zwykłej wieprzowiny w puszce! A teraz siedzą, owoce morza i devolay'e jedzą, podgardla co to niektórym rosną, pod domem bryka, w banku konto i dalej niezadowoleni... O! Z tym kinem to właśnie coś w podobie panie redaktorze. :PP
Fajna opowieść o tym Berlinie, można by czytać i czytać. Też mam podobne wspomnienia. Miłego dnia wszystkim smutasom życzę. :D
Fajna opowieść o tym Berlinie, można by czytać i czytać. Też mam podobne wspomnienia. Miłego dnia wszystkim smutasom życzę. :D
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
...
Bohater Narodowy komentuje +0
A to, że wtrąciłeś, że byłeś w Berlinie i to mnie wlaśnie zaciekawiło. :) Byłeś tam po to żeby zobaczyć nowoczesny ekran - czy w innych celach? Widziałeś np. Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche?
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
Thor
hans komentuje -9
Bój się Boga ....Thoooooooooor. Ale z ciebie zrzęda.... Typowy wadowiciuńciu... Dlaczego Starsza Pani (brava dla niej) musiała interweniować? A ty co? Od czego tam byłes? Europejczyku? Potrafisz tylko narzekać... zawsze taki byłeś i taki już zostaniesz...Proooooooszę (!!!!) nie dorabiaj o tego ideologii i tzw. literatury....
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
:)
ano komentuje +3
Thor fajny tekst, ale uważam, że stopień nasienia występowania opisanych przez Ciebie przypadków jest jednakowy i u nas w Wadowicach i w Krakowie.
I chyba jednak lepiej zwracać uwagę takim typkom w kinie.
A co do regulaminu kinowego - mi odpowiada.
I chyba jednak lepiej zwracać uwagę takim typkom w kinie.
A co do regulaminu kinowego - mi odpowiada.
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
...
Bohater Narodowy komentuje -5
A co robiłeś w Berlinie? Byłeś na Love Parade? :D
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
Regulamin Thora dla Bazyliki
terapeuta komentuje -9
Witaj, wygrałeś w konkursie na najlepszy regulamin kina. Dzwoń pod numer.... ooooooooooo.
Jednak nagroda nie została Ci przyznana. Protest złożył szanowny ksiądz probosz Gil. Nie wolno robić z kina kolejnej kaplicy
w Wadowicach. Znów będzie tumult, że w Wadowicach władza tylko jedzie na Świętych plecach JP II.
Taki regulamin, nawet nie jest przestrzegany w Bazylice. Przypomnijmy regulamin;
1) Wyłącz telefon komórkowy
2)Nie rozmawiaj w czasie filmu mszy
3)Odłóż szeleszczące opakowania
.............................młodość ma swoje prawa nawet w świętym mieście Wadowicach !
Jednak nagroda nie została Ci przyznana. Protest złożył szanowny ksiądz probosz Gil. Nie wolno robić z kina kolejnej kaplicy
w Wadowicach. Znów będzie tumult, że w Wadowicach władza tylko jedzie na Świętych plecach JP II.
Taki regulamin, nawet nie jest przestrzegany w Bazylice. Przypomnijmy regulamin;
1) Wyłącz telefon komórkowy
2)Nie rozmawiaj w czasie filmu mszy
3)Odłóż szeleszczące opakowania
.............................młodość ma swoje prawa nawet w świętym mieście Wadowicach !
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
iLO
mMmMmMmMm komentuje -5
Thor pora się pokazać w końcu , strasznie blogujesz a nie masz cywilnej odwagi pokazać się. Jakieś kompleksy masz?
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
:)
Bohater Narodowy komentuje -2
Starzeje się jak nic! :D Robi się gderliwy i nieznośny, wszystko go mierzi, a jak przeczyta ten komentarz, to się jeszcze bardziej wkurzy, czego sobie akurat życzę. :D Kino się modernizuje, nowe technologie zakłada, a ten dalej kręci nosem. :( Czego Ty chcesz człowieku? Pójdź tam z dziewczyną, a od razu ci się wszystko spodoba. Pozdrawiam.
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
...
terapeuta komentuje +4
Tobie Thor wszystko przeszkadza ....to oznaka starości...
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
Trzeba było im też zwrócić uwagę
Ja komentuje +12
Żaleniem się w internecie nic nie zmienisz a szanse że tacy ludzie to czytają i jeszcze do tego się zmienią są żadne.
Poza tym czyżby ta starsza Pani miała więcej odwagi od Ciebie?
Poza tym czyżby ta starsza Pani miała więcej odwagi od Ciebie?
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
I w kinie Kijów "ludzie" szeleszczą papierkami od cukierków
aro komentuje +11
Wiem jak to jest przeszkadzające. W ogóle się nie da skupić na filmie, nie słychać dialogów.
A ci "ludzie" nie są na to wrażliwi?
W jakim celu idą do kina?
W kinach już dawno jest brak kultury.
A ci "ludzie" nie są na to wrażliwi?
W jakim celu idą do kina?
W kinach już dawno jest brak kultury.
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
głowy
Alik nie kot komentuje +13
Wszystkie te "mecyje" z kinem, które opisałeś dostępne są też w wersji dla innych kin, a także dla IMAXA. No może poza głowami. Ale tych głów chyba nie da się ominąć.
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
Thor
Hanna Joanna komentuje +15
może i ekran mały, ale i miasteczko małe, nie możesz oczekiwać , ze nagle z wadowickiego kinka zrobi sie IMAX. Myślę, że jak na warunki wadowickie ( w wielu miastach z taka liczbą mieszkańców w ogóle kina nie ma, nie mówiąc o cyfrowym i do tego 3D), jest ok. Cena tez dostępna ( bo jak mówi mój szef w małych miastach mniej sie zarabia ;), fakt - krzesła fatalne, no i debile jak w każdym kinie sie pojawiają, popcorn w berlińskim kinie tez zżerają ( byłam raz w 2002 roku) i w krakowskim też( byłam wieele razy w latach 2000-2004), i te telefony nieznośnie hałasujące "niechcący" w trakcie seansu. Ale odnoszę wrażenie , że od wejścia byłeś źle nastawiony na tę wizytę i troszku to wszystko przerysowane. Byłam na premierze to i "niskozawieszonych spodni" nie było, ale popcorn też jedli, a siedziałam na początku sali więc nie miałam problemu z widzeniem zbyt wielu głów przed sobą. Byłam zachwycona samym filmem, jak i efektami 3d. Może jestem ostatnio małomiasteczkowa, bo i do Krakowa na "nowoczesny/europejski" seans nie mam czasu pojechać, ale jak dla mnie nasze kinko jest ok. I myślę, że dla ludzi, którzy nie będą mieli czasu/kasy pojechać do Krakowa , to kino będzie ok.
A tym debilom to trzeba było jednak "palnąć"... Jak to się mówi małomiasteczkowe kino to i małomiasteczkowe zachowanie w kinie. WSTYD młodzieży!
A tym debilom to trzeba było jednak "palnąć"... Jak to się mówi małomiasteczkowe kino to i małomiasteczkowe zachowanie w kinie. WSTYD młodzieży!
Zgłoś nadużycie
Nie zgadzam się
Zgadzam się
Artykuł archiwalny. Komentarze zostały zablokowane
| < Poprzednia | Następna > |
|---|











SIE ZLITUJE NAD MIESZKAŃCAMI ABY NIE O...
Pozdrawiam!