
Myślę, że stworzyłem film taki, o jakim marzyłem, dzięki ogromnemu entuzjazmowi i fachowości młodych ludzi - mówił reżyser Jerzy Hoffman na piątkowej (30 września) premierze filmu "1920 Bitwa Warszawska" we wrocławskim kinie Helios.
W tym samym czasie jego najnowszy film w technologii 3D wyświetlany był również w Wadowicach. Kino Centrum jest jednym z tych w kraju, które miało prawa do premierowego pokazu. Polski Instytut Sztuki Filmowej, sponsor produkcji, liczył, że pierwszy krajowy obraz 3D do kin przyciągnie tłumy.
Lepszego dnia na premierę nie można było sobie wyobrazić. Koniec września, piątkowy wieczór, dobra pogoda i duża kampania reklamowa miały gwarantować sukces. Ale na pierwszy seans w Wadowicach przyszło raptem osiem osób. Na kolejnych wieczornych było już lepiej, ale daleko jeszcze filmowi Hoffmana do takiej widowni, jaką miał na przykład w Wadowicach Avatar.
Przyzwyczailiśmy się, że wadowiczanie przychodzą na filmy dopiero tydzień po premierze. Czasami mam wrażenie, oni myślą, że robimy ich w konia pisząc na plakatach "premiera". W Wadowicach ludzie chyba wciąż uważają, że to niemożliwe, by film w naszym kinie wyświetlany był równocześnie z pokazami w Warszawie, czy innych dużych miastach- mówi Wadowice24.pl Piotr Wyrobiec, dyrektor Wadowickiego Centrum Kultury.
O mały włos premiery w ogóle by nie było, bo kopia dotarła do kina na uszkodzonym dysku. W dobie Internetu szybko jednak takie rzeczy można załatwić. Wadowiczanin Andrzej (18 l.) licealista i miłośnik militariów, premiery nie przegapił. Przyszedł sam, bo żadnej dziewczyny w klasie nie udało się namówić. Jego kumpel Marcin też odmówił. Na filmy 3D nie chodzi, bo jak chodzi to wymiotuje. To taka już przypadłość części widowni, która ma kłopoty z odbiorem trójwymiaru. Dlatego Marcin poczeka na obraz w tradycyjnej wersji. Poczeka długo, bo dystrybutor zapowiada wprowadzenie takiej kopii dopiero po miesiącu.
Nie dziwię, że film nie cieszy się na razie popularnością. To trochę tematyka patriotyczna, a dla większości to hasła puste. Wolą oglądać Avatara niż dobry polski film, bo obraz 3D Hoffmana to naprawde dobrze skrojone dzieło. Szeregowiec Rayan się do niego nie umywa - mówi nam Andrzej.W kinie na razie o frekwencję się nie martwią. Twierdzą, że będzie lepiej.
Szkoły już się zgłosiły, myślę, że w drugim tygodniu będziemy mieć już sporą widownię- dodaje Piotr Wyrobiec.Na dużą widownię podczas premierowych pokazów liczył Autosalon Wektor z Oświęcimia, oficjalny sprzedawca samochód Renalut. W piątek przed kinem wystawiono najnowsze modele Renault, miały by swoistą reklamą marki.
To sprytne posunięcie. W filmie Hoffmana grają czołgi Renault z pierwszej wojny światowej. W 1920 roku nasza armia miała ich 120. Wie pan, że dzięki tym czołgom w tamtym czasie Polska była czwartą potęgą pancerną na świecie. W 1939 byliśmy już na samym końcu. Tak, to bardzo doby chwyt marketingowy - mówi nasz militarysta Andrzej, wychodząc w piątek (30.09) z wadowickiego kina.Film Jerzego Hoffmana - " 1920. Bitwa Warszawska" wyświetlany jest w Wadowicach na seansach o godz. 14:00, 16:30, 19:00. Bilet normalny kosztuje 20 zł. Będzie grany do 14 października.
Recenzja (fragment)
W jednej z ostatnich scen „1920 Bitwy Warszawskiej” Jerzego Hoffmana, po zwyciężonej przez polską stronę bitwie, Wieniawa i Piłsudski ze stoickim spokojem na twarzach przemierzają na koniach polną ścieżkę. Pierwszy mówi do drugiego: „Jak znam rodaków, nazwą to zwycięstwo cudem. Cudem nad Wisłą”. Choć Hoffman swoją bitwę przegrał, to aż korci, by sparafrazować słowa Wieniawy:Jak znam rodaków, masowo pójdą na ten film”.Jerzy Hoffman rzucił się na głęboką wodę – nie dość, że jego film miał być spektakularnym widowiskiem historycznym, to jeszcze jest polskim debiutem w trójwymiarze. (...) Dobra wiadomość jest taka, że efekt 3D nie rani tego filmu. Co prawda nie ma w nim także scen szczególnie dzięki niemu zyskujących, ale obywa się bez ostentacyjnego pokazu nieumiejętności pracy z tego typu nowością i smutnego potwierdzania skromności naszych możliwości. Widać w filmie rękę światowego specjalisty, Sławomira Idziaka. Co nie zmienia faktu, że niemal pewne jest to, iż wraz z „1920 Bitwą Warszawską” obciach w polskim kinie zyskał nowy punkt odniesienia. W głęboką niepamięć popłynęło „Quo vadis” Kawalerowicza, „Wiedźmin” Brodzkiego, czy poprzednie dokonanie Hoffmana – „Stara baśń. Kiedy słońce było Bogiem”. W „1920 Bitwie Warszawskiej” sceny komponuje się tak, żeby w dramaturgię wydarzeń rozgrywających się na ekranie nie zwątpił absolutnie nikt. Poruszamy się zatem po elementarzu chwytów obliczonych na mocne wrażenia i wielkie uniesienia. Żadne subtelności, wyrafinowana gra między postaciami, pokątne spojrzenia, dyskretna śmierć, drobne gesty nie mają tu racji bytu. Jesteśmy w środku polskiej superprodukcji pełną gębą. To, co w Hollywood praktykuje się dopiero w sequelach (znana fabuła z efektami podniesionymi do kwadratu), w Polsce zaserwowano od razu. W filmie Hoffmana wiele elementów wydaje się być właśnie „podniesionymi do kwadratu”. I bynajmniej nie chodzi tu wcale o efekty specjalne, ile o gesty, słowa i racje – przesadne, egzaltowane, łopatologiczne. Kto nie podporządkowuje się tej manierze – przepada.
NAPISZ DO NAS: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Źle że jest , źle że nie ma :-)))))
| < Poprzednia | Następna > |
|---|














)